Było coraz goręcej. Z upragnieniem wyglądałem zachodu słońca, który miał przynieść ze sobą chłód nocny i chłodniejszy jeszcze powiew od Oceanu. Zstępowało też z wolna słońce ze szczytu niebieskiego sklepienia ku krańcom. Las palmetów, do któregośmy dążyli, ani nawet poczynał majaczyć na widnokręgu; jakoż Pero zapewnił mnie, że nie dojedziemy do niego przed nocą.
- Co "blada twarz" chce robić na Mohave? - spytał po chwili.
- Chcę ją widzieć - odrzekłem.
- Mohave bardzo zła. Tam nie ma nic.
- I tu nie ma nic.
- Tu są wiewiórki. "Blada twarz" może zabić wiewiórkę i zjeść ją. Na Mohave trzeba umrzeć z głodu.
- Czy Pero był tam już wiele razy?
- Pero bywał przewodnikiem białych przez tę część, która jest na drodze między wielkimi miastami, ale w stronie, od której słońce wschodzi, Pero nie był nigdy, bo tam pustynia nie ma końca.
- Skądże wiec Pero wie, że pustynia nie ma na wschodzie końca, jeśli tam nie był nigdy?
- Pero słyszał to od bardzo starych ludzi, którzy opowiadali mu, że za "umarłym lasem" są w stronie, w której słońce wschodzi, wielkie góry, Pero był nawet w nich, ale w innym miejscu. Są to bardzo złe góry, bo nie ma w nich trawy ani zwierząt. Za górami jest też sama pustynia i wielka woda, a za wodą znowu pustynia, która już nie ma końca.