Kraina też to, której ludzie, jeżeli nie odkryją w niej jakich bogactw mineralnych, długo unikać będą. W owe góry, nad rzeki, dorzecza i w kaniony zapuszczają się tylko strzelcy najmowani przez kompanie handlujące futrami lub samotni traperowie. Wyoming jest dotąd terytorium, nie stanem, i zapewne nieprędko stanem zostanie. Główne miasto, Cheyenne, leżące niedaleko granicy Nebraski, jest po prostu znaczniejszą stacją kolei żelaznej, koło której skupiło się nieco ludności trudniącej się cokolwiek rolnictwem, cokolwiek handlem, a głównie polowaniem i wymianą skór z Indianami. Naturę kraju i główne zajęcie mieszkańców podróżnik może odgadnąć na pierwszy rzut oka. Pamiętam, że gdym jadąc do Kalifornii przybył do Cheyenne, pierwszym przedmiotem, jaki uderzył oczy moje na dworcu kolei żelaznej, był szary niedźwiedź wypchany, ustawiony we drzwiach kolejowego dworca, tak wielki, że lubo siedzący na tylnych nogach, przenosił o głowę mężczyzn wysokiego wzrostu. Drugi, mało co mniejszy, ale żywy, zamknięty w drewnianej budzie opatrzonej żelazną kratą, kręcąc się po ciasnym więzieniu przysiadał za zbliżeniem się ludzi i przymknąwszy oczy, otwierał paszczę, w którą podróżnicy wrzucali jabłka, orzechy, a nawet i kawałki cygar. Kudłate, olbrzymie łby bawołów poprzybijane nad każdymi drzwiami dopełniały charakterystyki kraju. Mieszkańcy miejscowi, którzy przybyli widzieć pociąg, ubrani w futrzane czapki i podarte kołdry flanelowe często znaczone: U.S. (United States), a zbrojni w długie karabiny, zdradzali ludzi, dla których myślistwo jest głównym sposobem życia. Jakoż tak jest i tak być musi w każdym kraju dzikim i niezamieszkałym.

  WJXYBZM WJJPVPM WJQJXVM WQGZGQM WQKKXGM