Wyznaję, że zdziwiło mnie trochę, iż Woothrup nie tylko nic mu nie dał, ale pożegnał się z nim jak z kolegą i powiedział mu, że wieczorem jeszcze go odwiedzi. Obdarty robotnik kiwnął głową, zaprosił i mnie na wieczór, na co kiwnąłem głową i wyszliśmy.
Gdyśmy już siedli w buggy, mówię do Woothrupa:
- Wypadało może coś dać przewodnikowi? Woothrup spojrzał na mnie ze zdziwieniem:
- Jak dawno pan bawisz w Ameryce?
- Około dwóch lat.
- Ej, wy cudzoziemcy, że też wam potrzeba tyle czasu, zanim choć trochę poznacie nasze społeczeństwo!
- Alboż co?
- Nic, zobaczysz pan wieczorem.
- Ach, wieczorem mamy być u tego robotnika?
- Tak, ale przedtem musimy być w wielu miejscach.
Jakoż przybywszy do miasta chodziliśmy po owych wielu miejscach; na koniec około godziny ósmej wieczorem stanęliśmy przed ślicznym, marmurowym pałacykiem oddzielonym od ulicy sztachetami i przepysznym trawnikiem, na środku którego wznosiła się fontanna.
- Gospodarz w domu? - spytał Woothrup człowieka, który nam otworzył.
- Yes sir! proszę do "parloru".
Weszliśmy do "parloru" urządzonego prawdziwie ze wschodnim przepychem, pełnego brązów, obrazów, zwierciadeł, aksamitów itd.

  WJJBBQM WJXVYYM WJVKQJM WQQPYQM WQZYPKM