- Ponieważ miasto nasze, lubo dopiero kilkudziesięciotysięczne - mówiła pani Little - leży prawie na drodze z San Francisco do New Yorku, a prócz tego stosunkowo jest może najbogatsze w Ameryce, widujemy tu więc wszystkie najznakomitsze artystki. Widziałyśmy Janauschek, widziałyśmy Klarę Morris, panią Bowers, miss Eytinge, ale takiej jak "Modjeska" nie widziałyśmy nigdy i nie będziemy. Co to za talent, co za słodycz, co za ladylike! ("lady" - znaczy dama, a "like" - jak; razem wzięte: dystynkcja, maniery prawdziwej lady).
Były to rzeczy dotąd nie znane na naszych scenach.
- O, yes! - dodał pan Little przerywając nagle rozmowę o businessie, jaką prowadził w kącie z Woothrupem - miałem szczęście oprowadzać "lady Modjeska" po naszych kopalniach.
- A czy nie dostałeś od niej parę dolarów za usługę? - spytał Woothrup.
Zaczerwieniwszy się po uszy, rzuciłem mu zabójcze spojrzenie, ale on udając, że tego nie spostrzega, ciągnął spokojnie dalej:
- Albowiem ja znam pewnego polskiego dżentelmena, który dziś rano chciał ci ofiarować dolara. Słyszysz, James? Wszyscy rozśmieli się serdecznie, pan Little zaś rzekł:

  WJVVBVM WJQJJZM WJJPXGM WQKKJPM WQGZKXM