Po co, u licha, to wdzięczenie się do siebie wzajemne między mężczyznami! U nas np., gdy przedstawiacie sobie dwóch nie znanych dżentelmenów - dżentelmeni ci zrywają się zaraz ze swoich miejsc, kłaniają się sobie kapeluszami, kręcą z radości ogonkami od fraków, ściskają się za ręce, robią do siebie słodkie oczy jak figi, zapewniają się, że im jest niezmier- nie przyjemnie, łżą sobie w oczy najbezczelniejsze komplementa w rodzaju: "Dawno pragnąłem poznać", "Tyle słyszałem", "Czuję się szczęśliwym" - słowem, skaczą przed sobą jak dwie małpy, kokietują się, jakby jeden chciał drugiego uwieść. Co, u licha! Nie wyobrazicie sobie, z jaką pogardą patrzy na taki obyczaj Amerykanin. Nie lubią dlatego np. Francuzów. Tu, jeśli ktoś poznaje ze sobą dwóch ludzi, mówi po prostu: "Poznajcie się, oto jest mister X, a to mister Y." Wówczas mister X nie wstaje, nie zdejmuje kapelusza, nie podaje nawet ręki, ale kiwa łbem i mówi "hallo!", mister Y kiwa także łbem i odpowiada "morning" i znajomość zawarta. Za drugim spotkaniem już klepie jeden drugiego po karku i mówi: "How do you do old fellow?" -jak się masz, stary ćwiku! - i basta.