Wychodzi tu jeszcze i trzecie pismo, pod tytułem "Przyjaciel Ludu". Jest to najmniejsze z wydawnictw amerykańskich; wielką zasługą jego jest trzymanie się na stanowisku obojętnym względem gorszących sporów dwóch pierwszych, które psują lud, zamiast go umoralniać, dając przykład niezgody i nieszanowania osobistości posuwającego się poza wszelką miarę. Celem wszystkich tych pism jest obrona narodowości przed wpływami obcymi i podtrzymanie języka. Na nieszczęście, pod tym ostatnim względem same one nie mogły uchronić się od licznych skażeń. Rzekłbym: pod wpływem angielszczyzny wytwarza się tu osobny, polskoamerykański język, którego wyrazy potoczne są polskie, wszystkie zaś inne angielskie. Ograniczę się na przytoczeniu kilkunastu tylko przykładów. I tak, w każdym piśmie zamiast: kolej żelazna - znajdziesz: r a j l r o d, zamiast: bilet - ty k i e t. zamiast: dzień dziękczynny - t h a n k s g i w i n g d a y, zamiast: kancelaria - o f i s (office), zamiast: statek parowy - s t y m e r, zamiast: mniejszy żaglowiec - b o t, zamiast: hipoteka - m o r g e d ż lub d e d, zamiast:deski - l u m b e r, zamiast: płot - f e n s, zamiast: wagon - k a r, zamiast: dziennik - p a p i e r, zamiast: skład papieru - s t a t i o n e r y, zamiast: pokój bawialny - p a r l o r, zamiast:szynkownia - s a l o n, zamiast: sklep - s t o r, zamiast: sąd (dom sądowniczy) - k u r t (court),zamiast: sprawa, przedsięwzięcie handlowe, interes - b i z n e s (business), zamiast: Boże Narodzenie - C h r y s t m a s, zamiast: mały powóz - b u g y, zamiast: wóz - t i m, zamiast:woźnica - t i m s t e r lub d r a j w e r, zamiast: umyślny posłaniec - e k s p r e s, zamiast:dziecko mające tyle a tyle lat - d z i e c k o t y l e a t y l e l a t s t a r e, zamiast: zarabiać na życie - r o b i ć ż y c i e, zamiast: ma lub posiada tyle a tyle - w a r t t y l e a t y l e, zamiast:sąd przysięgłych - d ż u r y, zamiast: ubranie złożone z surduta, spodni i kamizelki - s i u t (suit), zamiast: wołowina solona - k o r n b i f, zamiast: zmuszasz mnie do śmiechu - r o b i s z m n i e ś m i a ć s i ę, zamiast: nie słyszałem nikogo mówiącego - n i e s ł y s z a ł e m n i k o g o m ó w i ć, zamiast: jęczmień - b a r l e j itd., itd. Oczywiście w mowie potocznej używa się jeszcze więcej wyrazów, jak np. well przy początku każdego zdania; zamiast: z pewnością - certainly itd. Prócz pism ruch umysłowy osiedleńców podtrzymują także księgarnie, których jest trzy: dwie w Chicago (I11.): Bądrzyńskiego i Dyniewicza, jedna w Detroit (Mich.) Piotrowskiego. Wszystkie trzy mają podobno niezłe zyski płynące głównie z rozprzedaży książek do nabożeństwa i elementarzy. Na tym zakończę moje sprawozdanie. Wyda się ono zapewne niejednemu zbyt niedokładne i gorzkie. Co do niedokładności, sam chętnie się zgadzam; nie mogło być dokładne z powodu braku źródeł - że zaś miejscami jest posępne, to przypisać należy temu, iż przede wszystkim chciałem je uczynić prawdziwym.