Poświęciłem kilka słów historii tych dwóch osad dlatego także, żeby czytelnikom moim dać przykład, w jaki sposób powstają nowe kolonie, a zarazem, aby okazać, jak dalece jest ważną rola i działalność księży polskich w Stanach Zjednoczonych. Rozwaga i sumienność, z jaką np. prowadzoną była sprawa Nowego Poznania, objaśnia się niezawodnie tym, że umocowani duchowni zaraz osiędą w osadzie, utworzą parafię - interes więc Nowego Poznania jest ich interesem, przyszła jego pomyślność ich pomyślnością. Nie twierdzę przez to, by wyłącznie tylko względy osobiste orzekały o uczciwości ich działania, ale niemniej pewnikiem jest, że dobro ogólne zawsze i wszędzie tym mocniej jest przestrzegane, im silniej i bezpośredniej wiąże się z dobrem osobistym ludzi stojących u steru.
Z tego, co dotąd powiedziałem, wypada, że jeśli u Polaków zamieszkałych w Ameryce istnieją jakieś ślady organizacji, to organizację ową wprowadzili po największej części duchowni. Zapewne, że to, co jest, nie wystarcza; osady są rozproszone po całej przestrzeni Stanów i w ogóle mało o sobie wiedzą. Pismom wychodzącym w Chicago brak korespondencji z mnóstwa osad, wskutek tego ustalenie jakichś danych statystycznych niezmiernie jest utrudnione. Prawdę powiedziawszy, nikt dokładnie nie wie, ilu Polaków zamieszkuje Stany Zjednoczone. Wiadomości podawane przez tamtejsze pisma polskie nie są oparte na żadnej pewnej podstawie, a zawsze przesadne, redaktorom bowiem chodzi, aby przedstawiać dzienniki swe jako organa wielkich partii i poczytne. Z jednej strony, ściąga im to płatne ogłoszenia kupców, stanowiące główny zysk dziennikarski, z drugiej - nadaje pewne znaczenie polityczne w czasie wyborów. Istotnie, w takim Chicago, Milwaukee lub Detroit, gdzie ludność polska gęsto jest osiadłą, dla każdego kandydata niemałą rzeczą jest mieć za sobą jej głosy, które nie mogą wprawdzie same jedne na urząd posadzić, ale jeśli chodzi np. o rozstrzygnięcie między kandydatem republikańskim a demokratycznym, mogą szale na jedną lub drugą stronę przewa- żyć. Oczywiście, kandydat chcąc mieć głosy jakiejś narodowości nie udaje się do pojedynczych osób, ale do ich dziennika, wyświadczając mu rozmaite usługi lub obiecując korzyści odpowiednie do liczby głosów - i stąd owa przesada wszystkich dzienników w podawaniu liczby swych abonentów i w ogóle współrodaków.

  WJGZZYM WQPZJBM WJJVVKM WQKBQJM WQYJXYM