CHIŃCZYCY W KALIFORNII - PRZEZ LITWOSA

San Francisco. Dzielnica chińska. Sklepy. Widok ulic. Świątynie. Wnętrze świątyni. Posąg Buddy. Modlitwy. Buddaizm. Przyczyny rozszerzania się buddaizmu w niższych warstwach narodów azjatyckich. Nirwana. Stopniowe skażenie buddaizmu. Ogólny jego charakter. Różnica w Indostanie a w Chinach. Praktyczność Chińczyków. Niepowodzenie propagand chrześcijańskich. Teatr chiński w San Francisco. Sztuka z dalszym ciągiem. Domy gry. Domy tymczasowego przytułku. Policja i Chińczycy. Moralność. Brak kobiet. Poliandria. Kompanie chińskie. Monopol. Najem równy niewolnictwu. Postrach. Co robią Chińczycy? Ludność miejska i wiejska. Ogrody warzywne na krańcach San Francisco. Najemnicy chińscy w gospodarstwie ogrodowym. Ludność górnicza. Nędza jej. Klemy górnicze. Ludność miejska. Wszelkie rodzaje posług. Spadek cen. Praca Chińczyków. Pożytki ich. Złe strony. Konkurencja z ludnością białą wyrobniczą. Agitacja antychińska. Rozruchy w San Francisco. Meetingi. Prasa w kwestii chińskiej. Drobni kupcy, drobni przemysłowcy. Chińczycy i prawo obywatelstwa. Ograniczony przypływ białej emigracji. Pierwiastek antydemokratyczny. Środki powstrzymujące żółtą emigrację. Komisarz chiński. Zakaz wywożenia zwłok. Kwestia chińska w stosunku do ogólnej konstytucji Stanów. Przyszłe niebezpieczeństwa Kongres

Północną stronę miasta San Francisco, począwszy od ulicy Clay, zajmuje dzielnica chińska. Gdyby nie kamienice budowane w stylu europejskim, zwiedzającemu te część miasta mogłoby się wydawać, że cudem jakim został przeniesiony do Kantonu lub Szanghaju. Dziwne wrażenie robi tu ta ludność gwarna i ruchliwa, ubrana w jednakowe kostiumy, o cerze żółtej, skośnych oczach i długich, sięgających ziemi warkoczach, uplecionych z włosów i czarnego jedwabiu. Dzielnica, szczególniej w godzinach południowego targu, przedstawia bardzo ożywiony widok. Chodniki mrowią się wówczas dosłownie od kupujących i sprzedających, sklepy czysto chińskie z wyrobami przemysłu chińskiego i napisami chińskimi, otwarte na rozcież, ściągają gości. Na każdym kroku spotykasz tu rzeczy nowe i niezwyczajne; tu sklep złotnika chińskiego: brązowe smoki wystawione w oknie zdradzają jego zajęcie: tu znów apteka: stary Chińczyk, aptekarz a zarazem i doktor, przyprawia jakąś miksturę przypatrując się jej przez złote okulary; obok sklep z porcelaną i palmowymi wachlarzami, dalej traktiernia: przez okna widać kucharzy ubranych biało, z warkoczami okręconymi koło głowy, jak skacząc koło stołu, na kształt marionetek, krają w ten sposób ciasto przeznaczone do gotowania. W przyległej golarni pięciu czy sześciu Chińczyków klęczy przed golarzami, z głowami opartymi o ich kolana, a ci podnosząc jedną ręką warkocze swych pacjentów, drugą wodzą ostrożnie brzytwami po wypukłościach ich czaszek. W fajczarniach starzy i młodzi Chińczycy palą w maleńkich metalowych fajeczkach tytoń, a może nawet i zakazane opium. Na ulicach wrzawa coraz większa; pracowici kulisowie noszą na długich bambusowych drągach poprzywiązywane po obu końcach kosze z ogrodowizną, pęki trzcin cukrowych, banany lub ryby morskie dziwacznych kształtów. Przed domami stoją Chinki ubrane w pantalony, z włosami uczesanymi w motyla, z brązowymi szpilkami pozatykanymi we włosach. W części słychać krzyki i nawoływania w dziwacznej mowie, której jednozgłoskowe dźwięki podobne są czasem do westchnień lub kląskań. Białej ludności niewiele się tu spotyka, po rogach ulic tylko stoją poważni policjanci, ubrani w szare surduty, ze srebrnymi gwiazdami na piersiach - wreszcie cywilizację swojską przypominają chyba omnibusy, ciągnięte bez koni i pary przez niewidzialne łańcuchy po wzgórzach zalegających całą dzielnicę.

  WQQYJYM WQGVYZM WQKZXGM WJZJKXM WQPBQYM