A tymczasem pani Winnicka, jako osoba wiekowa i znająca się na lekach, weszła wraz z Cyprianowiczem do drugiej izby, a panna wróciła ode drzwi. Jacek, rozumiejąc, że trzeba korzystać z czasu, posunął się ku niej.
-Chciałbym słówko waćpannie rzec - przemówił drżącym i jakby nie swoim głosem, siląc się na spokój.
A ona spojrzała na niego z zimnym zdziwieniem:
-Czego waćpan sobie życzysz?
Jackowi zaś rozświecił twarz uśmiech tak bolesny, że prawie męczeński.
-Czego ja sobie życzę, to się nie stanie, choćbym i zbawienie duszy za to oddał - mówił kiwając głową - ale o jedno waćpanny proszę: nie winuj mnie, nie miej do mnie urazy, miej trochę miłosierdzia, boć i ja nie z drewna ani z żelaza...
-Ja waćpanu nie mam nic do powiedzenia - odrzekła - i nie pora po temu.
-Hej! ludzkie dobre słowo rzec człowiekowi, któremu ciężko na świecie - zawsze pora.
-Czy za to, żeś waćpan moich zbawców poranił?
-Bo Bóg stoi przy niewinności. Czeladnik, któren przyjechał po tych kawalerów do Wyrąbek, powinien był powiedzieć, co mu ksiądz Woynowski przykazał, żem ja ich pierwszy nie wyzwał. Zali waćpanna wiedziałaś o tym?