-Prawdziwie kawalerska to robota - odpowiedział pan Gedeon - i piękny uczynek, za który daj Bóg jak najprędzej się wywdzięczyć. Myślę też, że i wilkom odeszła ochota na ludzkie mięso, i że przezpiecznie dojedziemy do domu.
-Nie całkiem to pewne. Zwabią się znów wilcy niebawem i mogliby powtórnie zastąpić.
-To i nie ma rady. Nie damy się.
-Jest rada, a mianowicie ta, abyśmy waszmości do samego domu odprowadzili. Zdarzy się też może uratować jeszcze kogo na gościńcu.
-Nie śmiałem o to prosić, ale skoro łaska waszmościów, to niechże już tak będzie, bo i moje niewiasty będą się mniej bały.
-Ja się i tak nie boję, alem z całej duszy wdzięczna! - ozwała się panna Sienińska.
Pan Pągowski dał rozkaz i ruszono. Ale ledwie przejechali kilkanaście kroków, nadłamany dyszel pękł do reszty i karoca stanęła.
Nastała nowa mitręga.
Pachołkowie mieli wprawdzie powrozy i poczęli zaraz naprawiać połamane części, ale nie wiadomo było, czy taka dorywcza robota nie popsuje się znowu po ujechaniu kilku stai.
Więc młody Cyprianowicz zastanowił się nieco, po czym uchyliwszy znów kołpaka, rzekł:

  WQXXVJM WQYJZZM WQVYKZM WJXPJXM WJVXXXM