ROZDZIAŁ VIII

Gdy Taczewski wpadł jak wicher, bez czapki i rozwianą czupryną...

Gdy Taczewski wpadł jak wicher, bez czapki i rozwianą czupryną do dworku w Wyrąbkach, ksiądz Woynowski domyślił się, co się stało, i rzekł:
-Praedixi! Boże ci dopomóż, Jacku! ale o nic nie pytam, póki się nie opamiętasz i nie uspokoisz...
-Skończone! Wszystko skończone! - odpowiedział Taczewski.
I począł chodzić po izbie jak dziki zwierz po klatce. Ksiądz nie odzywał się, nie przeszkadzał mu wcale i dopiero po dłuższym czasie wstał, objął go ramionami, ucałował w głowę, a następnie, wziąwszy go za rękę, poprowadził do alkierza.
Tam klęknął przed krzyżykiem, który wisiał nad Jackowym łóżkiem, a gdy młodzian klęknął przy nim, począł mówić:
-Panie, Ty wiesz, co jest boleść, boś sam na krzyżu za grzechy ludzkie cierpiał...
...Więc oto przynoszę Ci krwawe serce moje i u stóp Twoich przebitych błagam, abyś miał miłosierdzie nade mną...
...A zaś nie wołam na Cię: "Weź mój ból", ale wołam: "Dodaj mi mocy", abym go przeniósł!...
...Bom ci jest żołnierz na Twoim ordynansie, o Panie, i chciałbym Tobie i matce mojej, Rzeczypospolitej, służyć...

  WJXKVZM WJZZGPM WQPPXXM WQGKKGM WQKJJQM