-Wieczny odpoczynek racz jej dać, Panie - odrzekł Jacek. -Niechże za te czerwone złote msze za jej duszę się odprawują, a ja Wyrąbki sprzedam, choćby za byle co.
Rozczulił się, usłyszawszy to, ksiądz Woynowski, aż łza zabłysła mu w oku, i znów uściskał Jacka.
-Zacna i w tobie krew - rzekł - ale nie wolno ci matczynego daru odrzucać, nawet na taką intencję. Mszy też nieboszczce nie zbraknie, tego bądź pewien, bo choć ona pewnie nie bardzo ich potrzebuje, ale się innym duszom w czyśćcu będącym przydadzą. Co do Wyrąbków, lepiej by było w zastaw je oddać, ile że na szlachcica, choćby najmniejszy spłachetek ziemi posiadał, zawsze inaczej patrzą, gdy jest possesionatus.
-Jeno że pilno. Chciałbym bogdaj dziś jechać.
-Dziś nie pojedziesz, chociaż im prędzej, tym lepiej. Ale ci pierwej muszę listy wygotować do moich kommilitonów i znajomków. Trzeba będzie także z piwowarami w Jedlni pogadać, u których i mieszki pełne, i konie takie, że niejeden towarzysz pancerny nie ma lepszego. Znajdzie się też u mnie w plebanii jakowaś stara zbroiczka i kilka szabel, nie tyle ozdobnych, jak wypróbowanych na szwedzkich i tureckich karkach...

  WQKYJZM WQZXJXM WQQQKJM WJGXXQM WJKQVBM