-Czapkę?
-Jużci! Z gołą głową nie pojedziesz.
-Ba!
-No, co?
-A! Kiedy została w Bełczączce.
-Masz babo amory! Cóż będzie?
-Co będzie?... Choćby od czeladnika wziąć - w chłopskiej nie mogę jechać.
-W chłopskiej nie możesz jechać! - powtórzył ksiądz - ale poślij chłopca po swoją do Bełczączki.
-Za nic! - zawołał Jacek.
Lecz staruszek począł się niecierpliwić.
-A u licha! Wojna, sława, szeroki świat - wszystko dobre, ale i czapka potrzebna.
-Jest na dnie w skrzyni jakiś stary kapelusz, co go ojciec zdobył na jednym oficerze szwedzkim pod Trzemesznem.
-To go weź - i jazda!
Jacek zniknął w alkierzu i po chwili wrócił przybrany w rajtarski żółty kapelusz, za duży na jego głowę. Rozweselony tym widokiem ksiądz Woynowski chwycił się za lewy bok, niby szukając szabli, i rzekł:
-Dobrze jeszcze, że to szwedzki kapelusz, a nie turecki zawój. Ale i tak czyste zapusty!
Jacek uśmiechnął się w odpowiedzi i rzekł:
-Na sprzączce są jakoweś kamuszki, może co warte.
Po czym siedli i pojechali. Zaraz za opłotkami widać było przez bezlistny olszak Bełczączkę i dwór w niej jak na dłoni - więc ksiądz pilnie uważał na Jacka, ale ów nacisnął tylko na oczy swój za duży szwedzki kapelusz i ani spojrzał, choć tam została nie tylko jego magierka.

  WQYKQZM WQJPXJM WQXYVVM WJZGJGM WJKKKQM