-Do Jedlinki przez pół bliżej niż do Bełczączki. Uczyńże wasza mość naszemu domowi tę łaskę i zajedź na nocleg do nas. Nie wiem, co by nas w głębi boru spotkać mogło - i czy nie okazałoby się, że jeszcze nas za mało przeciw tym wszystkim bestiom, które się z całej puszczy na gościniec pewnikiem zbiegną. Karocę jakoś zaciągniem, a im bliżej, tym łatwiej. Po prawdzie, zaszczyt będzie nad zasługę, ale że to prawie dura necessitas, więc zbytnio w pychę nie urośniem.
Pan Pągowski nie odpowiedział od razu na te słowa, albowiem poczuł w nich wymówkę.
Przypomniał sobie, że gdy stary Cyprianowicz przyjechał przed dwoma laty pokłonić mu się w Bełczączce, przyjął go wprawdzie grzecznie, ale z pewną dumą - i wzajem w odwiedziny do niego wcale nie pojechał, a to z tego powodu, że to był homo novus - i z pochodzenia Ormianin, którego dziad jeszcze kupczył bławatami w Kamieńcu.
Syn tego bławatnika, Jakub, służył już pod wielkim Chodkiewiczem w artylerii i pod Chocimiem tak znaczne oddał usługi, że za protekcją Stanisława Lubomirskiego otrzymał szlachectwo i królewszczyznę Jedlinkę w dożywocie. Dożywocie owo zmieniono następnie w zastaw jego następcy, Serafinowi, za pożyczkę udzieloną po inkursji szwedzkiej skarbowi Rzeczypospolitej.

  WJJKKZM WJKPGYM WJKZBXM WQGJKQM WQGYZQM