Nic, jeno ciemność i pustka!
Lecz gdy wszedłszy do pokoju zobaczyła na podłodze magierkę Jacka, wszystkie te niewyraźne uczucia ustąpiły prostej a ogromnej za nim tęsknocie. Rozrzewniło się w niej znów serce i poczęła go wołać po imieniu. Jednocześnie jakiś błysk nadziei przeleciał przez jej duszę. Podniósłszy czapkę, przycisnęła ją niby niechcący do piersi, po czym schowała w rękaw i tak poczęła rozmyślać:
-Nie będzie po dawnemu bywał co dzień w Bełczączce, ale zanim opiekun z panem Grothusem i panem Cyprianowiczem zdążą przyjechać z Jedlinki, musi wrócić po czapkę, więc go zobaczę i powiem mu, że był okrutny i niesprawiedliwy i że nie powinien był tak postąpić.
Ale nie była sama ze sobą szczera, albowiem chciała mu powiedzieć więcej - znaleźć jakieś ciepłe, serdeczne słowo, które by nawiązało na nowo zerwane między nimi nici. Byle się to stało, byle się mogli widywać bez gniewu w kościele albo czasem u sąsiadów - to w przyszłości znajdzie się jakiś sposób, aby wszystko obróciło się na dobre... Jaki to miał być sposób i co miało być tym dobrem, nad tym nie zastanawiała się w tej chwili panna Sienińska, albowiem myślała przede wszystkim o tym, aby jak najprędzej Jacka zobaczyć.