-Wszelako - mówiła dalej - muszę i im przyznać, że godni kawalerowie, bo nie tylko złości do niego nie czują, ale go jeszcze chwalą, a zwłaszcza ten Cyprianowicz. Że to (powiada) "urodzony żołnierz". I gniewno im nawet na jegomości, któren (mówią) przebrał w Wyrąbkach miarę.
-Ciotuchna też nie lepiej pana Jacka przyjęła.
-Bo zasłużył. A tyś to niby dobrze go przyjęła!
-Ja?
-A ty. Widziałam, jakeś się na niego odęła.
-Moja ciotuchno...
Tu dziewczyna urwała nagle, bo czuła, że się rozpłacze. Jednakże wskutek tej rozmowy Jacek urósł jeszcze w jej oczach. Sam jeden przeciw takim ćwiczonym mężom - i wszystkich posiekał, wszystkich zwyciężył. Mawiał on wprawdzie, że z oszczepem na odyńce jeździ, ale przecie chłopi po brzegu puszczy osiedli jeździli nawet z kłonicami, więc nie było to nikomu dziwne. Natomiast pięciu rycerstwa szlachty pokonać mógł rycerz jeszcze od nich większy i dzielniejszy. Pannie Sienińskiej wydało się to wprost dziwne, żeby człowiek, który miał takie smutne i łagodne oczy, mógł być tak strasznym w bitwie. Więc to jej tylko tak się poddał, tylko od niej tak wszystko znosił, tylko dla niej był taki słodki i ustępujący. Dlaczego? Bo ją kochał nad zdrowie, nad szczęście, nad zbawienie własne. Przed godziną sam jej to wyznał.