I znów tęsknota za nim napłynęła jej ogromną falą do serca. Czuła jednak, że i między nimi coś się zmieniło i że jeśli go ujrzy, a potem widywać będzie często to już nie pozwoli sobie z nim tak igrać, jak igrała dawniej, to pogrążać go w smutek, to rozweselać i dodawać otuchy, to go odpychać, to pociągać - czuła, że mimo woli będzie nań patrzyć jakby z większym respektem i stanie się bardziej ostrożną i pokorniejszą.
Chwilami jeszcze jakiś głos odzywał się w niej, że po prawdzie to Jacek postąpił z nią zbyt zapalczywie, że nagadał jej więcej gorzkich i obraźliwych słów niż ona jemu, ale głos ów stawał się coraz, coraz słabszy, a chęć pojednania się coraz silniejsza.
Byle wrócił, nim tamci przyjadą z Jedlinki.
Ale tymczasem upłynęła godzina, dwie i trzy, a on nie wracał. Wówczas przyszło jej na myśl, że już jest za późno i że sam już nie przyjedzie, ale przyśle kogoś po magierkę.
Więc postanowiła mu ją odesłać wraz z listem, a w nim wypowiedzieć wszystko, co jej ciężyło na sercu. Że jednak posłaniec mógł lada chwila nadejść, więc chcąc przygotować wszystko zawczasu, zamknęła się w swojej panieńskiej izdebce i zabrała się do roboty.