-Proszę panienki, czapkę zostawiłem, ale pana Taczewskiego nie masz w Wyrąbkach, bo pojechał z księdzem Woynowskim.
Usłyszawszy to pan Pągowski zdumiał się, zmarszczył natychmiast brwi i utkwiwszy swe żelazne oczy w pachołku, zapytał:
-Co to jest? co za czapkę? A ciebie kto posłał do Wyrąbków?
-Panienka - odpowiedziało ze strachem pacholę.
-Ja - powtórzyła panna Sienińska.
I widząc skierowane na się wszystkie spojrzenia, zmieszała się okrutnie, ale nie na długo, gdyż wykrętny dowcip niewieści wnet przyszedł jej z pomocą.
-Pan Taczewski odwiózł tu rannych - rzekła - ale że obie z ciotuchną źleśmy go przyjęły, więc się rozgniewał i bez czapki poleciał do domu, a ja mu czapkę odesłałam.
-Prawda, żeśmy go niezbyt grzecznie przyjęły - ozwała się pani Winnicka.
Pan Pągowski odetchnął i twarz stała mu się mniej groźna.
-Dobrzeście zrobiły! - rzekł. -A czapkę byłbym mu sam odesłał, bo pewnie nie ma drugiej.
Lecz zacny i wyrozumiały pan Cyprianowicz począł się ujmować za Taczewskim.
-Mój syn - rzekł - nie ma do niego nijakiej urazy. Sami go do bitwy zmusili, a on ich potem jeszcze do siebie zawiózł, opatrzył i ugościł. Bukojemscy też to samo powiadają, z tym dodatkiem, że to jest gracz na szable, który gdyby chciał, byłby ich godniej poszczerbił. Ha! chcieli dać naukę, a sami znaleźli nauczyciela. Jeśli prawda, że król jegomość na Turka ruszy, to przyda się tam taki Taczewski.