Młodzian, który przybył z tak skuteczną pomocą podróżnym, był właśnie synem Serafina.
Poczuł więc pan Pągowski wymówkę tym łatwiej, że słowa "zbytnio w pychę nie urośniem" wypowiedział młody Cyprianowicz nieco hardo i z umyślnym naciskiem.
Ale właśnie ta kawalerska fantazja podobała się staremu szlachcicowi, a że przy tym trudno mu było odmówić swemu zbawcy i że do Bełczączki droga była istotnie długa i niebezpieczna, więc nie wahając się już dłużej, rzekł:
-Bez waścinej pomocy wilcy by się teraz może o nasze kości gryźli! - niechże choć dobrą wolą odpłacę... Jedźmy!
Cyprianowicz kazał wiązać karocę.
Dyszel złamany był, jakby kto toporem obciął, więc poprzywiązywano powrozy jednym końcem do płozów, drugim do kulbak - i ruszono raźno w dużej a wesołej kupie, przy okrzykach jeźdźców i śpiewach panów Bukojemskich.
Do Jedlinki, która była więcej osadą leśną niż wsią, nie było zbyt daleko. Wkrótce więc otworzyła się przed podróżnymi obszerna, kilkadziesiąt stajań licząca polana, a raczej przestronne, zamknięte z czterech stron borem pole, a na nim kilkanaście domostw, których dachy pokryte śniegiem błyszczały i iskrzyły się w świetle księżyca.