ROZDZIAŁ X

W dwa dni później wyjechał Jacek z dziesięcioma dukatami do Radomia...

W dwa dni później wyjechał Jacek z dziesięcioma dukatami do Radomia, aby się ogarnąć przystojnie przed podróżą, a ksiądz Woynowski został na plebanii i rozmyślał, skąd by wziąć więcej pieniędzy na cały moderunek żołnierski, na wozy, na konie, na poczet i na czeladź - co wszystko "towarzysz" musiał mieć, jeśli powagę kochał i jeśli nie chciał, aby jego samego miano za hetkę-pętelkę.
Zwłaszcza wypadało tak wystąpić Taczewskiemu, który nosił wielkie i sławne, lubo już nieco zapomniane w Rzeczypospolitej nazwisko.
Pewnego dnia zasiadł więc ksiądz Woynowski do stolika, namarszczył brwi, że aż biała czupryna zsunęła mu się na czoło, i rachował, ile na co będzie potrzeba. Animalia, to jest pies Filuś, oswojona liszka i borsuk trzeci, przewracały kulki bawiąc się u jego nóg, ale ona na nie zważał, tak okrutnie był zajęty i zafrasowany, gdyż kalkulacje wcale nie chciały dobrze wypadać i rwały się co chwila. Nie stawało nie tylko na rzeczy pomniejsze, ale i na główne. Staruszek tarł czoło coraz mocniej, a w końcu zaczął sam z sobą głośno rozmawiać.

  WJZKPKM WJJJBXM WQBBKYM WQYVXZM WQVJPGM