-Wziął dziesięć - dobrze. Pewno nic mu nie ostanie. Liczmy dalej: od piwowara Kondrata na borg pięć, od Słoninki trzy, to ośm. Od Dudy talarów bitych pruskich sześć i koń podjezdek na borg. Spłaci się jęczmieniem, jeśli urodzi. Razem ośm czerwonych złotych i sześć talarów i dwadzieścia złotych moich. Mało! Choćbym mu oddał wałacha pod czeladnika, to będzie dopiero, licząc z podjezdkiem, koni dwa, a do wozu trzeba jeszcze dwa - i dla Jacka samych podwodowych najmniej dwa. Pauca! A mniej nie można, bo jeśli mu jeden padnie, musi mieć inne na odmianę. A barwa dla czeladzi, a zapasy na wóz, a kotły, a opony, a puzdra! Tfu! Z takimi pieniędzmi chyba do dragonów iść.
Po czym zwrócił się do zwierząt, które znaczny czyniły hałas:
-Cicho tam, odmieńce, bo skóry z was Żydom posprzedaję.
I znów zaczął ze sobą rozmawiać.
-Jacek ma słuszność, że Wyrąbki trzeba sprzedać. Jeno że to potem, gdy zapytają, skąd jesteś - nie ma co rzec. Skąd? Z Wiatrowa. Z jakiego Wiatrowa? Z Wiatrowa w polu. Zaraz każdy lekce sobie takiego waży. Lepiej by zastawić, byle się zastawnik znalazł. Pągowskiemu byłoby najporęczniej, ale Jacek by o tym słyszeć nie chciał i ja sam nie wszcząłbym z nim tej materii... Mój Boże! niesłusznie ludzie mówią: "ubogi jak mysz kościelna!" - Człeku czasem większa bieda. Mysz kościelna na święty Szczepan2 godnie żyje, a wosk ma o każdej porze. Panie Jezu, któryś pomnożył chleb i ryby, pomnóżże tych kilka czerwonych złotych i tych kilka talarów, bo Tobie, miłościwy panie, nic nie ubędzie, a ostatniemu Taczewskiemu dopomożesz...

  WQKKVPM WQZVYQM WQQBJQM WJVVGJM WJXBQJM