-O, to dobrze ma w głowie! - zawołał ksiądz.
-Taki on był od małego - odrzekł z pewną dumą Cyprianowicz. -Przy tym powiedział i to jeszcze, że gdy teraz dowiedział się, czym ta dziewka była dla Taczewskiego i co on dla nie niej przeszedł, nie chciałby za nic godnemu kawalerowi w drogę wchodzić. Nie, mości dobrodzieju, nie dlatego ja biorę w zastaw Wyrąbki, by synowi memu było do Bełczączki blisko. Niech mi Bóg chłopca strzeże i od wszelkiego złego go uchroni!
-Amen. Wierzę, jakoby mi anioł powiadał. A tę pannę niech ktoś trzeci weźmie, choćby jeden z panów Bukojemskich, którzy szczycą się tak wielką parantelą.
Cyprianowicz począł się śmiać, po czym dopił miodu, pożegnał się i odjechał. Ksiądz Woynowski udał się do kościoła, aby Bogu podziękować za niespodziewaną pomoc, po czym niecierpliwie czekał na Taczewskiego.
A gdy nareszcie Jacek wrócił, wybiegł do niego aż na podwórze, chwycił go w ramiona i począł wołać:
-Jacku! za jedno podogonie możesz dziesięć dukatów zapłacić. Sto czerwonych masz jakoby na stole i Wyrąbki przy tobie zostają!
A Taczewski utkwił w niego zapadłe z męki i bezsenności oczy i zapytał ze zdziwieniem:
-Co się stało?

  WQXQXKM WQKZBXM WQGVVVM WQPBKBM WJZJZQM