Nieco dalej, za chłopskimi chatami, widać było zabudowania folwarczne, kręgiem wokół dziedzińca stojące, a w głębi dwór, bardzo niekształtny, bo przerobiony przez Cyprianowiczów z dworku, w którym niegdyś mieszkali leśnicy królewscy, ale obszerny, a nawet zbyt obszerny jak na tak małą osadę.
Z okien jego biło jasne światło, różowiąc śniegi przed przyźbą, krzewy rosnące przed domem i żurawie studzienne sterczące po prawej stronie obejścia.
Widać stary Cyprianowicz oczekiwał syna, a może i gości z gościńca, którzy wraz z nim przybyć mogli, zaledwie bowiem karoca dotarła do bramy, na ganek wybiegło kilku pachołków z pochodniami, a za służbą i sam gospodarz w kunim tołubie i łasiczym kołpaku, który zdjął zaraz na widok karocy.
-Jakichże to miłych gości Bóg nam zesłał na nasze leśne pustkowie? - zapytał, zstępując ze schodów ganku.
Młody Cyprianowicz, ucałowawszy rękę ojca, oznajmił, kogo przywiózł, a pan Pągowski, wysiadłszy z karocy, rzekł:
-Dawno chciałem to uczynić, do czego mnie ciężki termin dziś przymusił, więc tym bardziej błogosławię tej niewoli, która tak exquisite się z wolą moją zgodziła.

  WQGKXGM WQKQGVM WQQGQVM WQBBJQM WJZZKGM