ROZDZIAŁ XII
W drodze do Radomia zaprosił ksiądz Woynowski Cyprianowiczów, aby wstąpili...
W drodze do Radomia zaprosił ksiądz Woynowski Cyprianowiczów, aby wstąpili dla wytchnienia na plebanię, po czym miał wraz z Jackiem udać się do nich do Jedlinki. Tymczasem zajechali go niespodzianie trzej panowie Bukojemscy. Marek, który miał przecięty obojczyk, nie mógł się jeszcze ruszać, ale Mateusz, Łukasz i Jan przybyli pokłonić się staruszkowi i podziękować mu za opatrunek. Janowi brakło wprawdzie małego palca, a starsi mieli potężne kresy - jeden na czole, drugi na policzku - ale zresztą wygoili się całkiem i byli zdrowi jak rydze.
Przed dwoma dniami wyprawili się już do puszczy na łowy i podkurzywszy śpiącą niedźwiedzicę w barłogu, skłuli ją oszczepami, a piastuna przywiedli w darze księdzu, którego miłość dla leśnych bestii znana była powszechnie.
Staruszek, któremu przypadli do serca jako "chłopy szczere", ucieszył się i do nich, i do niedźwiadka - i aż popłakał się ze śmiechu, gdy ów porwawszy jeden z kusztyków nalanych dla gości miodem, począł ryczeć wniebogłosy dla wzbudzenia należytego postrachu i zabezpieczenia sobie łupu.