-Jak? - zapytali z ciekawością dwaj bracia.
-Właśnie, że nie wiem jak, ale bym się namyślił i swego bym nie darował.
-Skoro nie wiesz, to się nie odzywaj.
-A wy to niby wiecie?
-Cicho waść! - rzekł ksiądz. -Jużci bez odpisu tego listu nie ostawim, ale zemsty poniechać - chrześcijańska i katolicka rzecz.
-Ba! a jegomość też się w pierwszej chwili za bok porwał.
-Bom za długo przy nim szablę nosił. Mea culpa! A jakom rzekł, zachodzi jeszcze i ta okoliczność, że Pągowski jest stary i bez ręki. Na nic tu żelazne racje... I powiem waściom, że właśnie dlatego brzydnie mi do ostatka ten zaciekły człek, że w tak paskudny sposób z bezkarności korzysta.
-Będzie mu wszelako przyciasno w naszej okolicy - rzekł Jan Bukojemski - już to nasza głowa w tym, żeby żywa noga pod jego dachem nie postała...
-Tymczasem trzeba odpisać - przerwał ksiądz - i to zaraz.
Jednakże przez chwilę jeszcze namyślali się, kto ma odpisać: czy Jacek, dla którego był list przeznaczony, czy ksiądz, do którego był przesłany. Stanęło na tym, że ksiądz; sam Taczewski rzecz rozstrzygnął, rzekłszy: