Tu zwrócił się do obecnych:
-Czym waćpanom zacytował, co mówił o niewieście Eklezjasta?...
Lecz nie mógł skończyć, gdyż Jacek zerwał się, jakby sparzony żywym ogniem, wbił palce w czuprynę i począł prawie krzyczeć z bólem niezmiernym:
-Tym bardziej nie rozumiem, bo jeśli kto w świecie... bo jeślim komu w świecie... bo jeśli jest kto taki... to przecie duszę całą...
I nie mógł nic więcej powiedzieć, gdyż serdeczna boleść chwyciła mu gardło jakby w kleszcze i zebrała się w oczach w postaci dwóch wielkich a gorzkich i palących łez, które spłynęły mu po policzkach.
Lecz ksiądz zrozumiał go doskonale.
-Mój Jacku - rzekł - lepiej ranę wypalić, choćby z największym bólem, niż żeby się jątrzyła; dlatego nie oszczędzam cię. Hej! i ja swego czasu byłem świeckim żołnierzem, przeto wiele rzeczy rozumiem. Wiem, iż bywa tak, że pamięć i żal, choćby człowiek najdalej odjechał, wloką się za nim jako psi i po nocach wyjąc spać mu nie dają. Więc co? Więc lepiej od razu je zabić. Ty w tej chwili czujesz, że byłbyś tam oddał wszystką krew, z której przyczyny tak ci dziwno i straszno, że właśnie zemsta cię z tamtej strony ściga. I rzecz wydaje ci się niepodobna, a przecie jest podobna... Bo jeśliś tam niewieścią pychę i niewieście samolubstwo zadrażnił, jeśli liczono, że będziesz skomlał, a tyś nie skomlał, jeśli cię wybito, a tyś się nie łasił, jeno za łańcuch targnął i zerwał, to wiedz, że ci to nigdy nie będzie wybaczone i że zacieklejsza, niźli bywa męska, nienawiść ścigać cię będzie zawsze. A na to rada jest tylko jedna; złamać afekt, choćby o własne serce, i cisnąć daleko od siebie jako pęknięty łuk - ot co!

  WQYVPGM WQJYKJM WQKQYYM WJZXQZM WJKGXBM