-O jak mi Bóg miły - przerwał starszy Cyprianowicz - chyba Pągowskiego krew zaleje!
-Ha! trzeba by pychę upokorzyć, a że się przy tym pali mosty, sam Jacek tego chciał.
-Tak! tak! - zawołał gorączkowo Taczewski.
-A teraz słuchajcie, co mu już od siebie dopisuję:
"Do której wyrozumiałości ja sam skłoniłem W. Taczewskiego w tej myśli, że wprawdzie łuk jest waścin, ale zatruta strzała, którą zacnego młodziana ugodzić chciałeś, może i nie z waścinego sajdaka pochodzi. Rozum bowiem również jak siła w kościach, słabnie z wiekiem i niedołężna starość, łatwo cudzym podszeptom się poddając, tym samym na większe pobłażanie zasługuje. W tej myśli kończę, przydając jeszcze, jako kapłan i sługa boży, tę uwagę, że im wiek późniejszy a kres bliższy, tym mniej przystoi służyć pysze i nienawiści, a natomiast tym więcej myśleć o zbawieniu dusznym, którego sobie i W. Mości życzę. Amen. Przy czym pozostając, etc. piszę się, etc."
-Wszystko jest accurate wypisane - rzekł pan Serafin - nic dodać, nic ująć.
-Ha! - rzekł ksiądz. -I myślisz waćpan, że ma, na co zasłużył?
-Oj! aż mi się gorąco przy niektórych terminach czyniło.
-I mnie - dodał Łukasz Bukojemski. -Prawdziwie, że jak człowiek takie rzeczy słyszy, to mu się pić jak w czasie upału zachciewa.
-Bądźże, Jacku, rad ichmościom, a ja pismo zapieczętuję i odeślę.
To rzekłszy zdjął sygnet z palca i poszedł do alkierza. Jednakże przy pieczętowaniu listu widocznie jakieś inne myśli przyszły mu do głowy, bo gdy wrócił, rzekł:
-Jest. Skończona sprawa. Ale czy aby nie za ostro? Stary człek; nuż zdrowiem przypłaci? Vulnera zadane piórem nie mniej bolą niż te, które czyni miecz albo kula.
-Prawda! prawda! - ozwał się na to Taczewski.
I zacisnął zęby.
Lecz właśnie ten mimowolny okrzyk bólu rozstrzygnął sprawę. Starszy Cyprianowicz rzekł:
-Księże dobrodzieju, zacne to są skrupuły, ale Pągowski ich nie miał. Jego list godzi prosto w serce, a wasz tylko w pychę i złość; mniemam przeto, iż powinien być wysłany.
I list został wysłany, po czym jeszcze pośpieszniej czyniono przygotowania do odjazdu Taczewskiego.

  WQVYBXM WQXVYKM WQJZXBM WJVJVYM WJZBZJM