Panna Sienińska słuchała z dłońmi przy skroniach i z oczyma wbitymi nieruchomo przed siebie, więc Pągowski przerwał i spojrzawszy na nią raz i drugi, zapytał:
-Czego się zapamiętywasz?
-Ja się nie zapamiętywam - odrzekła - jeno mi tak smutno, że i słów nie mam...
I nie znalazłszy słów, znalazła łzy. Pan Gedeon pozwolił jej się wypłakać do woli.
-Lepiej - rzekł wreszcie - żeby ci ten smutek łzami spłynął, niż żeby się miał w sercu zaskalić. Ha, trudno! Niech sobie jedzie, niechaj cudzymi tarami brząka, niech tyftyki z konia po błocie włóczy, pana udaje i warszawskim gamratkom dworuje. A my sobie tu ostaniem, moja dziewczyno... I zapewne - nie wielkać to pociecha, ale przecie pociecha, gdy sobie pomyślisz, że cię tu nikt nie zawiedzie, nikt nie urazi, nikt serca ci nie okaleczy, że tu będziesz zawdy okiem w głowie każdemu i że twoja szczęśliwość to będzie najpierwsza sprawa, a zarazem i ostatnia myśl mego życia - chodź...
I wyciągnął ku niej ramiona, a ona padła mu na piersi rozżalona, ale zarazem i wdzięczna, tak jak córka ojcu, który ją w chwili strapienia pociesza. Pan Pągowski począł znów gładzić swą jedyną dłonią jej płową główkę i długi czas siedzieli tak w milczeniu.