Z powodu roztopów i "klejowatości" gościńca tudzież z powodu ciężaru kolaski, którą sześć koni ciągnęło z niemałym trudem, posuwali się bardzo wolno. W miarę jak słońce szło wyżej i wyżej, uczyniło się tak ciepło, że panna Sienińska rozwiązała wstążki kapturka, sam kapturek odsunęła na tył głowy i poczęła rozpinać na przedzie łasiczą szubkę.
-Tak-że ci to dogrzewa? - spytała pani Winnicka.
-Wiosna, ciotuchno! Szczera wiosna! - odpowiedziała.
I tak była cudna ze swą wysuniętą z kapturka jasną, nieco roztarganą głową, ze śmiejącymi się oczyma i różową twarzą, że surowe oczy Pągowskiego złagodniały także. Przez czas jakiś patrzył na nią, jakby ją po raz pierwszy w życiu widział, po czym rzekł jakby na wpół do niej, na wpół do siebie:
-No, aleś i ty nie gorsza! Dalibóg!
A ona uśmiechnęła się do niego w odpowiedzi.
-O, jak to wolno jedziem! - rzekła po chwili. -Okrutnie ciężka droga. Prawda, jegomość, że jeśli kto ma długą podróż przed sobą, to chyba musi czekać, aż drogi trochę obeschną?