-Tacyż to już konfidenci? A pod kimże mają służyć?
-Pod panem Zbierzchowskim.
-Cóż to, dragonia?
-Dla Boga! co waszmość mówisz? Dy to usarska chorągiew królewicza Aleksandra.
-Proszę! proszę!... nie byle chorągiew...
-Taczewski też nie byle kto.
Pan Gedeon już miał na ustach słowa, że taki pachołek w usarskiej chorągwi chyba pocztowym, nie towarzyszem, może zostać, ale się wstrzymał z tą uwagą bojąc się, aby nie wyszło na jaw, że jego list nie był tak polityczny ani jego pomoc tak znaczna, jak to mówił pannie Sienińskiej, więc nachmurzył się tylko i rzekł:
-A słyszałem o zastawie Wyrąbek. Za ileż poszły?
-Za więcej, niżbyś waszmość dał - odparł szorstko Marek.
Oczy Pągowskiego zabłysły na chwilę srogim gniewem, pohamował się jednakże po raz wtóry, albowiem przyszło mu na myśl, że dalsza rozmowa może posłużyć jego zamiarom.
-Tym lepiej - rzekł - musi być kawaler rad.
A Bukojemscy, chociaż dowcip mieli z przyrodzenia dość tępy, poczęli zaraz jeden przez drugiego zmyślać, właśnie dlatego, by pokazać Pągowskiemu, jak mało sobie Taczewski i z niego, i ze wszystkich w Bełczączce robił.