-Tak to i jest...
-Ale jako nie płoch ani żaden pustak, nie chciałem tego własną głową stanowić i dlatego przyjechałem do was, abyście mnie utwierdzili w przekonaniu, iż dobrze czynię, i radą światłą wsparli.
Ksiądz pomyślał i rzekł:
-Widzisz waćpan: w takiej materii rada jest trudna i nieraz potem powtórzy sobie człowiek razem z Boecisem: "Si tacuisses, philosophus mansisses..." albo też z Hiobem: "Stultus quoque si tacuerit, sapiens reputabitur..." Intencja waści, o ileś afektem gorącym zapłonął, jest usprawiedliwiona, a o ile płynie przy tym z troski o dobro dziewczyny - to nawet i chwalebna. Ale nie stanie-że się przy tym dziewce jakowaś krzywda, nie trzebaż jej będzie przyniewalać albo groźbami lub strachem ad altare prowadzić? Bo słyszałem, że oni się z Jackiem Taczewskim kochają, a szczerze i bez ogródki mówiąc, tom to i nieraz, częstym gościem u was bywając, widział.
-Coście widzieli? - zapytał porywczo Pągowski.
-Nie żadne grzeszne rzeczy, ale takowe signa, po których się konfidencję i miłość poznaje: widziałem nieraz, jak się za ręce przydłużej, niż wypadało, trzymali, jako za sobą oczyma wodzili; widziałem, jako on raz na drzewie siedział i wiśnie jej do fartuszka spuszczał, a tak się oboje w siebie zapatrzyli, że wiśnie obok fartuszka na ziemię padały: widziałem, jako na lecące bociany spoglądając, ona się całkiem, niby niechcący, na nim wsparła, a potem (niewiasta zawsze chytra) jeszcze go wyłajała, że się nadto przybliżył... I cóż więcej? - i rozmaite takie experimenta, które o utajonych żądzach świadczą. Powiesz waszmość, że to nic? Jużci: nic! Ale że ona czuła bożą wolę ku niemu taką alboli i gorętszą niż on ku niej, tego ślepy chyba mógł nie widzieć i dziwię się, żeś waćpan nie widział, a jeszcze bardziej, jeżeliś - widząc - wobec swoich zamiarów nie hamował.