Pan Pągowski widział i wiedział, a jednakże słowa prałata wywarły nań okrutne wrażenie.
Co innego jest, gdy się coś bolesnego w sercu tai, a co innego, gdy wsunie się do piersi obca ręka i tym bolem potrząśnie. Toteż twarz mu zaczerwieniała, oczy nabiegły krwią, grube węzły żył wystąpiły na czoło i począł sapać nagle i oddychać tak szybko, że aż zaniepokojony prałat zapytał:
-Co waści jest?
On dał znak ręką, że nic, ale nie odpowiedział.
-Napij się waść wina - zawołał ksiądz.
Pągowski wyciągnął ramię, drżącą dłonią wziął kielich i podniósł do ust, po czym napił się, parsknął i szepnął:
-Zamroczyło mnie trochę.
-Z przyczyny tego, com powiedział?
-Nie. To mi się od pewnego czasu często przytrafia, a teraz fatigatus jestem postem, drogą i tą wczesną, niespodziewaną wiosną.
-Tedy lepiej może nie czekając maja, krew puścić.
-Tak też uczynię, a teraz jeno odpocznę chwilę i powrócimy do materii.
Upłynął jednak dość długi czas, zanim Pągowski przyszedł całkiem do siebie; wreszcie jednak ochłonął, żyły sfolżały mu na czole, serce poczęło bić zwykłym ruchem i rzekł:

  WJKYXZM WQBPKJM WJJZJXM WQVJGGM WQYKXBM