-Tak - rzekł stary Cyprianowicz. -Aż mi dziwno, żeśmy się tak w tej puszczy obok siebie znaleźli, bo pono wszyscy jesteśmy nietutejsi, jeno nas zmienność ludzkich losów tu przyniosła. Dziedzictwo waszmości pana (tu zwrócił się do Pągowskiego) też, jako mi wiadomo, na Rusi, wedle pomorzańskiego zamku, leży.
Drgnął na to pan Pągowski, jakby go kto w niezaschłą ranę uraził.
-Miałem i mam tam majętność - rzekł, ale mi obrzydły tamte strony, bo tam jeno nieszczęścia we mnie jako pioruny biły.
-Wola boska - odrzekł Cyprianowicz.
-Pewnie, że próżno w grodzie przeciw niej protestować, ale też i żyć ciężko...
-Waszmość, jako wiadomo, dłuższy czas wojskowo sługiwałeś.
-Pókim ręki nie stracił. Mściłem się krzywd ojczyzny i własnych. A jeśli Pan Jezus odpuści mi jeden grzech za każdą pogańską głowę, to żywie nadzieja, że piekła może nie obaczę.
-Pewnie, pewnie! I służba zasługa, i boleść zasługa. Najlepiej smutnych myśli poniechać.
-Ja bym rad ich poniechał, jeno one nie chcą mnie poniechać. Ale dość o tym. Ostawszy kaleką, a zarazem i opiekunem tej oto panny, przeniosłem się na starość do spokojniejszego kraju, do którego czambuły nie dochodzą, i siedzę, jako waszmość widzisz, w Bełczączce.