Uczuł znów zawrót głowy i czarne płatki jęły mu skakać przed oczyma, ale trwało to bardzo krótko. Począł znów chodzić i zbliżać się do drzwi, za którymi ważyły się jego losy. Tymczasem świece na stole dostały długich knotów i w izbie pociemniało. Chwilami głos księdza stawał się donioślejszy, tak że może i wyrazy dochodziłyby do ucha Pągowskiego, gdyby nie owo głośne i ciągłe "tik-tak!" zegara. Łatwo było zrozumieć, że taka rozmowa nie może skończyć się prędko, a jednak niepokój pana Gedeona wzrastał i wzrastał, przybierając kształty jakby jakichś dziwnych pytań związanych z przeszłością, ze wspomnieniami nie tylko dawnych bólów i nieszczęść, ale także dawnych, nie zmazanych dotychczas win, dawnych ciężkich grzechów - i świeżych krzywd wyrządzonych nie tylko Taczewskiemu, ale i innym ludziom.
-Za co i dlaczego ty masz być jeszcze szczęśliwy? - pytało go sumienie.
I dałby w tej chwili nie wiedzieć co, żeby choć pani Winnicka wróciła do izby i żeby nie potrzebował zostawać sam na sam z tymi myślami. Ale pani Winnicka zajęta była robotą gdzieś tam na drugim końcu domu, a w tej izbie tylko zegar powtarzał "tik-tak! tik-tak!" i sumienie pytało:
-Za co cię Bóg ma nagradzać?
Czuł zaś pan Pągowski, że teraz, jeśli go ta dziewczyna, podobna razem do kwiatu i do anioła, ominie - to już w życiu jego uczyni się zmierzch trwający aż do tej godziny, w której nastanie noc śmierci...
A wtem drzwi otworzyły się nagle i weszła panna Sienińska, blada, ze łzami w oczach, a za nią ksiądz.
-Płaczesz? - zapytał chrapliwym, zduszonym głosem pan Pągowski.
-To z wdzięczności, opiekunie! - zawołała, wyciągając ku niemu ręce.
I przypadła do jego kolan.

  WQKJJXM WQZPZBM WQQVPZM WJVYPVM WJXKVPM