-Może pan Grothus?
-Nie... pan Grothus na sejmie. Jeśli ktoś nadjedzie, to całkiem nieoczekiwany.
-Ale go nie usłyszymy, bo ziemia miękka.
-Ano! pies pod oknem szczeka. Nuż się ktoś zjawi.
-Z tej strony nikt się nie zjawi, bo to okna w sad.
-I co prawda, to pies wyje, nie szczeka.
Jakoż tak było. Pies ozwał się raz, drugi i trzeci, po czym szczekanie jego zmieniło się w niskie, posępne wycie.
Pan Pągowski wzdrygnął się mimo woli, przypomniał sobie bowiem, jak przed wielu, wielu laty, w innych okolicach, w jego dworze leżącym o milę od zamku pomorzańskiego, na Rusi, tak samo psy wyły przed nagłym napadem Tatarów.
A pannie Sienińskiej przyszła do głowy myśl, że już jej nikogo czekać nie wolno i że ktokolwiek by nadjechał z ciemności do oświeconego dworu, to już nadjedzie za późno.
Lecz i innym uczestnikom uczyniło się jakoś dziwnie, tym bardziej że do pierwszego psa przyłączył się drugi - i za oknem rozległo się podwójne wycie.
Więc mimo woli słuchali w przykrym milczeniu, które dopiero po chwili przerwał Marcjan Krzepecki.
-Nic nam po takim gościu, na którego psi wyją - rzekł.

  WQVBKKM WQXVQPM WQJJYXM WJVZZZM WJZBBGM