-Uważaliście, jak migotały świece i płomienie były jakieś czarniawe? To już widać śmierć je przesłaniała - ozwał się szeptem jeden z Sulgostowskich.
-Była między nami, a myśmy o tym nie wiedzieli.
-Psy na nią wyły.
-A ów hurkot? Może to właśnie ona zajechała.
-Bóg widać nie chciał dopuścić do tego małżeństwa, które byłoby z krzywdą dla familii.
Dalsze szepty przerwało ukazanie się pani Winnickiej i Marcjana Krzepeckiego. Ona przebiegła chyżo izbę, śpiesząc po relikwie broniące przystępu złym duchom, a jego otoczono zaraz kołem.
-Co tam? Jak się ma?
A Marcjan ruszył ramionami, podniósł je tak, że głowa znalazła mu się prawie na piersiach, i odrzekł:
-Rzęzi jeszcze.
-Nie ma ratunku?
-Nie ma!
Wtem przez uchylone drzwi doszły wyraźnie uroczyste słowa prałata Tworkowskiego:
-Ego te absolvo a peccatis tuis - et obiit omnibus censuris, in nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti. Amen.
Więc poklękali wszyscy i zaczęli się modlić. Pani Winnicka przeszła między klęczącymi, trzymając obu dłońmi relikwie. Marcjan udał się za nią i zamknął drzwi.

  WQPYZQM WJGQZVM WJKZGVM WQZJXBM WQQXYBM