Kazali jednakże wyleźć ukrytej pod stołem czeladzi, by uczynić w izbie ład jaki taki. Pachołkowie wyszli, wytrzeźwieli zupełnie ze strachu, i rączo wzięli się do roboty, a tymczasem powrócił Marcjan.
Był już spokojniejszy, tylko jeszcze wargi trzęsły mu się ze złości.
-Popamiętają - rzekł, zwróciwszy się do obecnych. -Ale dziękuję waćpanom, żeście mi pomogli do ukarania tych łajdaków. Nie luźniej im tu będzie niż za nieboszczyka! moja w tym głowa!
Na to spojrzeli na niego zaraz bystro obaj Sulgostowscy i jeden rzekł:
-Tak samo waćpan nie masz nam za co dziękować, jak my jemu.
-No?
-I dlaczego się tu na jedynego sędziego sposobisz? - zapytał drugi z bliźniaków.
A on począł natychmiast podskakiwać na swoich krótkich pałąkowatych nogach do góry, jakby im chciał do oczu doskoczyć i odrzekł:
-Bo mam prawo! mam prawo! mam prawo!
-Jakie prawo?
-Lepsze od waszego!
-A cóż to? czytałeś testament?
-Co mi testament? (tu dmuchnął na dłoń) Ot, co. Ja tu najbliższy! My - Krzepeccy - nie wy!
-A to obaczym. Bogdaj cię zabito!
-Bogdaj was zabito! Idźcie precz!

  WJZYKYM WJQPZZM WQPQPBM WQYZYXM WQVKKPM