ROZDZIAŁ XIX

Jakoż postanowił Marcjan sam oświadczyć pannie Sienińskiej...

Jakoż postanowił Marcjan sam oświadczyć pannie Sienińskiej, że Bełczączkę może zawsze uważać za dom własny, ale odłożył tę rozmowę aż do czasu ukończenia ceremonii pogrzebowych, pierwej bowiem chciał pogadać z ojcem, któren z powodu procesów, jakie przez całe życie prowadził, znał się na prawie i umiał zapobiegać z góry wszelkim trudnościom. Obaj byli zresztą przekonani, że sprawa ich jest dobra, więc na drugi dzień po wypadku, właśnie w chwili gdy pana Pągowskiego wkładano w trumnę, zamknęli się w bocznej izbie i poczęli z równie dobrą otuchą uradzać.
-Opatrzność nad nami! - mówił stary - nic, tylko Opatrzność, i Pągowski ciężko odpowie przed nią za tę krzywdę, którą nam chciał wyrządzić.
-A niech odpowiada - odrzekł Marcjan. -Nasze szczęście, że tylko chciał, a nie zdążył, bo teraz wszystko weźmiemy w ręce. Już się Sulgostowscy skłócili ze mną. Ale pierwej ja im duszę wydrę, niż oni nam jeden zagon z Bełczączki.
-Ha, szelmy! tacy synowie! bodaj ich skrzywiło!... wszelako nie ich się boję, jeno testamentu. Wypytywałeś księdza Tworkowskiego? Jeśli kto co wie, to on.

  WJGZQJM WQPZVGM WJJVZBM WQKBKXM WQYJJVM