-Pewnie, że nie musiał go szczędzić. Ale choćby ona była mniej winna, niżeśmy myśleli, powiedz mi waćpan, co z tego? Jacek pojechał i może zgoła nie wrócić, bo ile go znam, to mniej jeszcze będzie szczędził życia niż pan Pągowski jego reputacji.
-Taczewski byłby w każdym razie pojechał - odrzekł pan Cyprianowicz.
-I jeśli nie wróci, nie rozedrę na sobie sutanny. Śmierć za ojczyznę i przeciw mahometowej bezecności - godny to chrześcijańskiego rycerza koniec i godne wielkiego rodu skończenie. Ale bym wolał, żeby był odjechał nie z tak bolesnym grotem, jaki w nim tkwił - i oto wszystko.
-I mój jedynak żadnego osobliwego szczęścia w życiu nie zaznał, a także poszedł i także może nie wrócić - odparł pan Cyprianowicz.
I zadumali się obaj, bo i jeden i drugi całą duszą miłował tych młodzianków.
Trafił na tę zadumę ksiądz prałat Tworkowski i dowiedziawszy się, że przed chwilą mówili o przyszłej doli panny Sienińskiej, rzekł:
-Powiem waćpaństwu, ale niechże to będzie tajemnicą, że nieboszczyk nijakiego testamentu nie zostawił i że Krzepeccy mieli prawo objąć majętność. Wiem, że chciał intercyzę uczynić na korzyść żony i wszystko jej zapisać, ale nie zdążył. Nie wygadajcie się jeno z tym przed Krzepeckimi.