Nastało milczenie. Bracia wciąż patrzyli to na siebie, to na pana Serafina, w coraz większej konfuzji, wreszcie Łukasz szepnął:
-Niech się rozpuknę, jeśli co rozumiem.
-I ja.
-I ja...
-Bo, żeśmy parę razy podpili...
-Cicho, nie wspominaj...
-Jedźmy do domu...
-Jedźmy.
-Czołem waszmości dobrodziejowi! - rzekł Marek, wysuwając się naprzód i pochylając się do kolan pana Serafina.
-A dokąd?
-Do leśniczówki. Bóg nas wspomoże...
-I ja wspomogę - odrzekł pan Cyprianowicz - jeno mi się żal wezbrał w sercu i musiałem go wylać. Idźcie waćpanowie na górę, spocznijcie, później dowiecie się, com postanowił.
I w godzinę później kazał zaprząc i pojechał do księdza Woynowskiego.
Ksiądz zgorszył się także niepomału uczynkami Bukojemskich, ale chwilami nie mógł się też wstrzymać od śmiechu, albowiem długie lata służąc wojskowo, pamiętał i przypominał sobie różne przygody, jakie przytrafiały się i jemu samemu, i towarzyszom. Jednakże przepicia koni nie mógł braciom darować.
-Żołnierz często poswawoli - rzekł - ale tego nadto, gdyż kto konia zbędzie, ten służbę zdradza. Bukojemskim rzeknę, że byłbym rad, gdyby im sąd marszałkowski łby z karków postrącał. - i pewno, że przykład przydałby się swawolnikom, ale waści wyznam, że byłoby mi ich żal, bo wszyscy czterej chłopy jako się patrzy. Znam ja się na tym z dawnych czasów i z góry powiem, co kto wart. Owóż co do Bukojemskich - niezdrowo będzie tym poganom, którzy się w ataku pierś w pierś z nimi uderzą. Cóż waćpan względem nich zamyślasz?

  WQJZKBM WQBQGVM WQVYPXM WJQVGZM WQBZPQM