-Waćpan mówisz jak w trybunale - odrzekł pan Cyprianowicz - i nie neguję, że masz za sobą pozory. Ale pozór co innego, a co innego istna prawda. ja waszmości nie chcę w niczym przeszkadzać, jeno powiem szczerze, jaka jest ludzka opieka, z którą i wam radzę się liczyć. Waćpanu nie chodzi o pannę Sienińską ani o opiekę nad nią, jeno podejrzewasz, że u księdza Tworkowskiego może się znaleźć testament z zapisem dla dziewczyny, przeto boisz się, aby ci się razem z nią i Bełczączka nie wymknęła. Niedawno jeszcze słyszałem, jako jeden z sąsiadów mówił tak: "Żeby nie ta niepewność, pierwsi by oni sierotę z domu wygnali, bo ci ludzie Boga w sercu nie mają". Okrutnie mi to ciężko mówić waćpanu takie rzeczy w moim domu, ale trzeba, żebyś to wiedział.
W oczach starego Krzepeckiego zabłysły płomienie gniewu, ale przemógł się jeszcze i odrzekł spokojnym, lubo nieco przerywanym głosem:
-Złość ludzka! podła złość - nic więcej, a w dodatku i bezrozum. Jakże? To niby mieliśmy wypędzać z domu dziewkę, z którą Marcjan chce się żenić? Zastanów się waćpan, na miły Bóg! Dyć to się jedno drugiego nie trzyma.