-Bukojemscy jak to Bukojemscy!
-Cóż? - zapytał ze zdziwieniem pan Serafin - myślałem, że jegomość bardziej się zgorszysz.
-Mój mości panie - odparł staruszek - waść sługiwałeś wojskowo, ale nie tak długo, jak ja. A jam się przez cały bieg żywota tylu żołnierskim swawolom napatrzył, że mnie już byle jaka nie zdziwi. Źle jest, że tak jest, i zganię ja ci to Bukojemskim, ale widywałem rzeczy gorsze, tym bardziej że tu chodziło o sierotę. Ba! powiem szczerze, iż bardziej bym się gorszył, gdyby Marcjanowi uszły całkiem płazem jego uczynki. Pomyśl waść, żeśmy starzy, ale gdybyśmy byli młodzi, to by nam też zawrzały serca. Oto, dlaczego nie mogę całkiem potępić Bukojemskich.
-Zapewne, zapewne - wszelako Marcjan może i jutra nie dożyje.
-W boskim to ręku, ale mówiłeś waćpan, że nie ranny?
-Nie, jeno jak jeden siniec - i ciągle mdlał.
-To się i wyliże, a mdlał z fatygi. Ale trzeba pójść do Bukojemskich i rozpytać, jak co było.
I poszedł. Bracia przyjęli go z radością, albowiem mieli nadzieję, że wstawi się za nimi do pana Cyprianowicza. Poczęli się też zaraz kłócić o to, który ma zdawać relację - i przestali dopiero wówczas, gdy ksiądz przyznał pierwszeństwo Mateuszowi.

  WQKQYJM WQVZVKM WQYVPQM WQBYYXM WJJJQPM