-I pognaliście go tu?
-Jako osobliwego zwierza, bo chcieliśmy choć trochę panienkę pocieszyć i pokazać jej nasze braterskie afekta.
-A ładnieście ją pocieszyli! Ujrzawszy go przez okno, mało ze strachu nie umarła.
-No, ale jak ochłonie, to przecie wdzięcznie o nas pomyśli. Sierocie zawsze miło czuć nad sobą opiekę.
-Więcej wyście jej złego niż dobrego uczynili. Kto wie, czy jej teraz Krzepeccy nie odbiorą.
-Jakoże? na miły Bóg! Albo to my damy?
-A kto będzie dziewki bronił, gdy was do wieży zamkną?
Usłyszawszy to bracia stropili się wielce i poczęli spoglądać na się frasobliwymi oczyma.
Wreszcie jednak Łukasz uderzył się w czoło i rzekł:
-Do wieży nas nie zamkną, bo pierwej na wyprawę ruszymy, ale jeśli tak, jeśli o bezpieczeństwo panny Sienińskiej chodzi, to i na to znajdzie się rada.
-Oj, oj! - zawołał Marek.
-Jaka rada? - zapytał ksiądz.
-Poślemy parol Marcjanowi, jak tylko ozdrowieje. Nie wyjdzie żyw z naszych rąk!
-A jeśli zaraz umrze?
-Tedy zaradzi Bóg.
-A wy gardłem przypłacicie!
-Przedtem Turków nałuszczymy, za co Pan Jezus nam nagrodzi. Niech tylko jegomość wstawi się za nami do pana Cyprianowicza, bo żeby Stach tu był, to by też kąpał Marcjana razem z nami.

  WQQXVYM WQGGGQM WQKPQQM WJJKGXM WQPYQXM