-Już byśmy też nie śmieli oczu ludziom pokazać - rzekł - a przy tym tak się składa, że jedno da się doskonale z drugim pogodzić, bo na wojenną wyprawę nie dość jest iść, ale trzeba ją roztropnie przygotować. Ty się dziwujesz, że na każdego zbrojnego po trzy i cztery konie wraz z czeladzią wypada, ale to wiedz, że konie na wojnie grunt. Wiele ich pada przez same pochody, przez przeprawy po rzekach i błotach albo różnych przygód obozowych. A potem co? Kupisz w prędkości innego konia, który ma rozmaite vitia i narowy, i ten cię w najcięższej chwili zawiedzie. Dlatego, chociaż sowite poczty, a w nich zacne konie powiedli ze sobą i mój syn, i Jacek Taczewski, jednakże na wszelki wypadek pomyśleliśmy, żeby jeszcze po jednym rumaku dla każdego z nich przyprowadzić; a ksiądz Woynowski, nad którego nie masz większego znawcy, kupił za tanie pieniądze u starego pana Podlodowskiego takiego Turka dla Jacka, że i hetman nie powstydziłby się na nim pokazać.
-Którenże jest przeznaczon dla syna waszmości? - zapytała panna.
Pan Cyprianowicz popatrzył na nią, ruszył głową, uśmiechnął się i rzekł:

  WQGVYJM WQQYJKM WQXQVQM WJXXZJM WJVGVYM