-Jeśli ma rozkaz pójść ku Krakowowi, to pewnie, że niedaleko musi przeciągnąć: zależy gdzie przedtem stał i skąd wyruszy. Może w Radomiu zasięgniemy jakich wieści. Wszakże w Radomiu pierwszy nocleg?
-Tak jest. Chciałbym też, by prałat Tworkowski dziewczynę zobaczył i ostatecznej rady udzielił. Ma nam dać listy w jej sprawie do Krakowa.
Rozmowa urwała się na chwilę, po czym pan Cyprianowicz podniósł znów oczy na księdza Woynowskiego i zapytał:
-A co też jejmość myślisz, co będzie, jeśli się oni z Jackiem w Krakowie spotkają?
-Nie wiem: spotkają się albo i nie spotkają... Będzie, jak Bóg zechce. Jacek mógłby tam z czasem przez małżeństwo fortunę rodową restaurować, a ona goła jak święta turecka... Bogactwo samo w sobie furda, jeno że o splendor rodu chodzi...
-Ale i ona familiantka. I nie mówiąc już o tym, że dziewka jak złoto, to przecie wiadoma rzecz, że oni się na umor kochają.
-O! zaraz na umor!...
I widocznie niezbyt chętnie mówił o tej materii, bo począł o czym innym:
-Ot - rzekł - lepiej pamiętajmy o tym, że na to złoto czyha rabuś. Pamiętasz waszmość, co mówił Wilczopolski?