-Nie boją się?
-Boga się nie boją, a mieliby się ludzi bać?
Lecz panna Sienińska myślała już o czym innym, więc gdy pan Serafin zbliżył się do kolaski, zaczęła mrugać po swojemu i prosić:
-A po co ja w kolasce, skoro żadna napaść nie grozi? Można-li na podjezdka? można mi?
-A po co? - odpowiedział pan Serafin - słonko wysoko i opaliłoby liczko waćpanny. Nuż by kto z tego był nierad?
Usłyszawszy to panienka cofnęła się nagłym ruchem w głąb kolaski, a pan Cyprianowicz zwrócił się do braci:
-Czy to nieprawda?
Lecz oni, nie mając na miarę bystrych umysłów, nie zrozumieli, o co chodzi, i poczęli pytać:
-Kto? kto?
Więc pan Cyprianowicz wzruszył ramionami i rzekł:
-Ksiądz biskup krakowski, cesarz niemiecki i król francuski.
Po czym dał znak i kawalkada ruszyła dalej.
Minęli Bełczączkę i jechali znów wśród pól uprawnych, ugorów, łąk i rozległych powietrznych przestrzeni obramowanych na widnokręgu siną wstęgą lasu. W Jedlni zatrzymali się na drugi postój, w czasie którego piwowarowie miejscowi oraz mieszczanie i chłopi żegnali się z księdzem Woynowskim - i przed wieczorem stanęli na pierwszy nocleg w Radomiu.
Marcjan Krzepecki nie dał najmniejszego znaku życia. Dowiedzieli się, że poprzedniego dnia był w Radomiu i pił z kompanią, ale na noc wrócił do domu; więc ksiądz i pan Cyprianowicz odetchnęli swobodniej, sądząc, że żadne już niebezpieczeństwo nie zagraża im po drodze.

  WJQXGYM WJXQBGM WJKPJQM WQJVQJM WQXXZVM