-Jeśli z tej strony nas nie napadną - rzekł - to nic nam nie uczynią, ale i tak tanio nas nie kupią.
Po czym pośpieszył na chwilę do kolaski, w której siedziała z panią Dzwonkowską panna Sienińska. Obie odmawiały głosem pacierz, ale bez wielkiego strachu.
-Nic to! - rzekł - nie bójcie się!
-Nie boim się - odpowiedziała dziewczyna. -Chciałabym jeno przesiąść...
Strzały zgłuszyły dalsze jej słowa. Zmieszani chwilowo napastnicy parli znów groblą z dziwną i wprost ślepą odwagą, jasnym bowiem było, że z tej strony niewiele będą mogli wskórać.
-Hm! - pomyślał ksiądz - gdyby nie niewiasty, można by ku nim skoczyć.
I począł zastanawiać się, czyby nie puścić czterech braci Bukojemskich z takąż ilością dobrych pachołków, gdy wtem spojrzał na boki i zadrżał.
Oto z tych stron na trzęsawie pojawiły się gromady ludzi i skacząc z kępy na kępę lub po wiązkach trzcin, umyślnie gęsto powrzucanych zawczasu w bagno, poczęły biec ku taborowi.
Ksiądz zwrócił ku nim co prędzej dwa szeregi pachołków, lecz pojął zarazem cały ogrom niebezpieczeństwa. Tabor otoczony został teraz z trzech stron. Czeladź była wprawdzie dobrana, złożona z ludzi, którzy bywali już nieraz w różnych okazjach, ale nie dość liczna, tym bardziej że część musiała pilnować koni zapaśnych. Stawało się więc widocznym, że po pierwszym, niedostatecznym ze względu na liczbę napastników, wydaniu ognia, zanim broń zostanie powtórnie nabitą - przyjdzie do walki ręcznej, w której słabsi ulegną.

  WQQQZVM WQYQXZM WQKGPGM WJJYQYM WQPXYJM