Usłyszawszy to, Jacek przymknął oczy i tak począł mówić z wielkim smutkiem:
-Że cię zapomniano?... Bogdaj tak!... Byłem w Warszawie, byłem na dworze królewskim, jeździłem z chorągwią po kraju, ale cokolwiek mi czynić wypadło i wszędy gdzie byłem, ani na chwilę nie schodziłaś mi z pamięci i z serca... Szłaś za mną, jako idzie cień za człowiekiem... I nieraz w strapieniu, w boleści, po prostu z umęczenia wołałem do cię wśród bezsennych nocy: "Zlituj się! pofolguj! daj o sobie zapomnieć!". Aleś ty nie odstępowała nigdy: ni w dzień, ni w nocy, ni w polu, ni pod dachem... Ażem wreszcie zrozumiał, że tylko wtedy mógłbym cię wyrwać z serca, gdybym i samo serce wyrwał z piersi...
Tu przerwał, gdyż głos zdławiło mu wzruszenie, ale po chwili mówił dalej:
-...Więc potem nieraz mówiłem przy pacierzu: "Daj Boże, polec, bo sam widzisz, że mi i do niej nie lża, i bez niej nie lża". I już anim się spodziewał tej łaski, że cię jeszcze w życiu zobaczę... ty jedyna w świecie... ty umiłowana!
To rzekłszy pochylił się ku niej i oparł skroń o jej ramię.