Z zapamiętania rozbudził ich dopiero ksiądz Woynowski, który przysunąwszy się niepostrzeżenie do wozu, zapytał:
-Jako-że ci tam, Jacuś?
Jacek drgnął i spojrzał na niego błyszczącymi oczyma, jakby zbudzony ze snu:
-Co, dobrodzieju?
-Jako-że ci jest?
-Ej! już i w raju nie będzie lepiej!
Ksiądz popatrzył uważnie naprzód na niego, potem na pannę.
-Tak?... - rzekł.
I pocwałował z powrotem do kompanii.
Lecz ich objęła na powrót radosna rzeczywistość: poczęli spoglądać na się i tonąc sobie wzajem w źrenicach.
-Ty... nienapatrzona!... - rzekł Jacek.
Ona zaś, spuściwszy oczy, jęła uśmiechać się kącikami ust, tak że aż dołki utworzyły się na jej różowych policzkach.
-A panna Zbierzchowska zali nie gładsza? - spytała cicho.
Jacek spojrzał na nią ze zdumieniem:
-Jaka panna Zbierzchowska?...
Wówczas nie odrzekła nic, tylko poczęła się śmiać w piąstkę dźwięcznym jak srebrny dzwonek śmiechem.
Tymczasem, gdy ksiądz przycwałował do kompanii, towarzysze, którzy lubili Jacka, poczęli o niego dopytywać:
-No co tam? jakoż nasz ranny?
-Już go na świecie nie ma! - odrzekł ksiądz.

  WJKZBZM WJJKXVM WQPGJJM WQGYGQM WQKPXGM