-Na Boga! co się stało? jak to go nie ma?
-Bo powiada, że już w raju. Mulier!!!
Panowie Bukojemscy, jako ludzie pomiernie z natury przywykli do prędkiego pojmowania tego, co słyszą, nie przestali spoglądać na księdza z przerażeniem i zdjąwszy czapki, już, już mieli rozpocząć "wieczny odpoczynek", gdy wtem ogólny wybuch śmiechu pomieszał im te pobożne myśli i zamiary. Ale w tym śmiechu towarzystwa była szczera i życzliwość, i szczere współczucie dla Jacka. Wiedzieli już niektórzy od Stanisława Cyprianowicza, jak "czuły był to kawaler", domyślali się wszyscy, jak srodze musiał być utrapion, więc słowa księdza uradowały wszystkich wielce. Zaraz też ozwały się głosy:
-Dlaboga! widzieliśmy przecie, jako się z afektem borykał, jako na pytania nie do rzeczy odpowiadał, jako sprzączek na sobie nie dopinał, jako się przy jadle, a nawet i piciu zapamiętywał i jako nocami na księżyc oczy przewracał: niezawodne to były nieszczęsnej miłości signa.
Inni zaś mówili:
-Wiera, że mu teraz jak w raju, bo jeśli żadne rany gorzej od ran przez Amora zadanych nie bolą, to natomiast nie masz słodszego nad wzajemność specjału.

  WQVYKXM WQXXKZM WQJQYQM WJVXQPM WJXQXYM